Koniec, kropka >> piątek, 4 lipica 2008 20:45:32
Jak łatwo się domyślić, zakończyłam niniejszym sesję letnią z wynikiem lepszym, niż się spodziewałam i uzyskanym mniejszym nakładem sił, niż przewidywałam, co nie znaczy, że mniej męczącą i mniej upierdliwą niż wszystkie inne, jakie miałam przyjemność przeżyć. Tym niemniej życie towarzyskie i intelektualne na pewien czas poszło się kochać, ze względu na brak czasu i konieczność czytania tego, co musiałam, a nie tego, co chciałam.
Po wczorajszym wypadzie do teatru z Blanką i jej znajomymi, mrożoną czekoladą z Renatą i Hyd oraz trzygodzinną rozmową telefoniczną z Irją sezon wakacyjny uważam oficjalnie za rozpoczęty i teraz czekam tylko na przyjazd Sis, a co za tym idzie, ogólne sianie zniszczenia.
Rewiduję moje stosunki międzyludzkie i moje podejście do nich.
Na przykład ze zdziwieniem zauważam, że na pewnych znajomościach zależy mi mniej i budzą we mnie mniej sympatii, niż się spodziewałam, inne okazują się być tak ważne, że nie mogę wyobrazić sobie życia bez nich, jeszcze inne nie były niczym innym, tylko bolesną i gorzką lekcją tego, jak cholernie pozory mogą mylić.
Pozostaje mi mieć nadzieję, że wyciągnę wnioski na przyszłość, ale jeśli jeszcze raz ktoś mi zarzuci, że jestem nieufna i skryta, to puszczą mi nerwy.
Nie, ten wpis nie ma ani sensu, ani znaczenia. Po prostu dodaję go z czysto kronikarskiego obowiązku. Mylog nadal wkurwia mnie za bardzo, żeby się z nim użerać na dłuższą metę.
komentarze [5]