*chwila zastanowienia* >> sobota, 28 lipica 2007 02:35:39
D’espairs Ray. Hizumi osiąga wyżyny wokalnego kunsztu, Tsukasa „dzierży pałeczki” dopowiada Nawłaj, przezornie nie dodając, czyje, Zero straszy jak zawsze, a Karyu udaje, że to wcale nie on.
Sielankowy wieczór w całej pełni, romantyczny szum procesora współgra harmonijnie z mruczando-murmurando na dwa fangirlowskie głosy.
Nawłaj w uroczej niebieskiej koszulce nocnej leży na biurku, ja sobie siedzę na krzesełku i kiwamy się zgodnie.
Chwila milczenia.
Ja *nagły przebłysk geniuszu, iskra myśli, telepatia i ogólnie pioruny zrozumienia*: Nawłaj? Czemu nie mówisz, że jesteś głodna?
*Chwila milczenia. Konsternacja*
Nawłaj: Po co mam mówić, skoro sama wiesz?

Wyjaśniły się dwie niejasne dla mnie kwestie:
Po pierwsze Zero potrafi długo wytrzymać bez mrugania oczami dlatego, że codziennie rano ćwiczy tę trudną umiejętność, kiedy widzi w lustrze swoje odbicie.
Po drugie, Zero mówi jakby był lekko przyćpany, bo z całą pewnością przy takiej aparycji codziennie rano wącha klej, żeby bez mrugnięcia (patrz powyższe) spojrzeć prawdzie w oczy.
Karyu i Tsukasa wiodą prym pod względem atrakcyjności.

Wracamy do rzeczywistości w poniedziałek. Podobno.
Proszę mi przypomnieć, jak się mówi, telepatia wpływa na zanik mowy.


komentarze [3]

*tytuł rozmyty w wyniku działania amylazy ślinowej* >> wtorek, 10 lipica 2007 23:14:30
Wbrew opinii starożytnych rzadko kiedy jest tak, żeby co przyjemniejsze wydarzenia były zapowiadane cudownymi znakami czy nadprzyrodzonymi zjawiskami, chyba że ktoś za takowe uważa nadejście smsa w deszczowe popołudnie. Cóż, po chwili zastanowienia muszę przyznać, że to zaiste cud, że mi telefon nie zamókł ani w wyniku deszczu, ani regularnego obśliniania wczoraj w nocy (Uru na tapecie :*), ale treść nadal nie wróżyła TAKIEGO zaskoczenia.
Zaskoczenie zaś związane jest z ewidentnym czytaniem mi w myślach, bo przecież nikomu nie powiedziałam, że moją pierwszą reakcją na nowe zdjęcia Uru, poza oczywiście wzmożoną produkcją śliny, była gwałtowna chęć „uwiązania” go sobie na blogu. Kyaaaa, Toto-chan, dziękuję :*. (Czy to nie jest subtelna próba przekonania mnie do Gazette? ;) ).
Nowe Gazette –„Cold Envy” na zawsze pozostanie już pościelówką pod lemony z Torą i Hiroto- nadal podoba mi się tylko fragmentarycznie, podobnie jak zespół (w tym momencie rzut oka na szablon. Proszę mi przypomnieć, czy tam gra jeszcze ktoś oprócz tego wcielenia seksu?), jednak nawet te fragmenty rokują pewne nadzieje (to chyba jednak wpływ tego szablonu). I mogę sobie nie być tró, a w razie zarzutów usprawiedliwię się uwielbieniem idei platońskiego piękna, które ani chybi wcieliło się w Uru tudzież w intuicję/umiejętności szablonotwórcze Toto-chan (:*).

Drugie zaskoczenie również związane jest z smsem, tym razem od mojej Obscene Sister. Podejrzewałam, że zamiłowanie do poezji oraz innej szeroko pojętej literatury pięknej, a także bibliofilska skłonność do wertowania opasłych woluminów są u nas skłonnością dziedziczną i rodzinną, jednak w pewnych chwilach widzę to z całą, poniekąd przerażającą, jasnością.
Oto moja Sis, bawiąca na chwilę obecną nad morzem, uraczyła mnie fragmentem poezji, która poruszyła najczulsze struny mojej duszy w stopniu nie mniejszym niż Uru.

„Przyfrunęła prosto z nieba
Biedroneczka z kromką chleba.
Pszczółki zjadły po okruszku,
Ślimak głaskał się po brzuszku,
Stworki wyszły ze swej norki,
Może ktoś zje muchomorki?
Takie grzybki są trujące-
Przypomniało się Biedronce.
Kto policzy mi kropeczki,
Temu pyszne dam bułeczki.
Fruń Biedronko do słoneczka
Nie zapomnij o bułeczkach”.

O tym, że muchomory są trujące, to ja akurat wiem, ale czy twórca tej poezji wiedział, że inne grzyby są halucynogenne, tego nie jestem pewna. Poza tym znać, że to arcydzieło znalazła Sis- najpierw obraz orgii (chleb i igrzyska tudzież wino, biedronki i śpiew), potem sugestywne zaproszenie do korepetycji „z matematyki”, a na koniec piękna metafora czegoś, czym raczej nie powinny się zajmować bajki dla dzieci, o czym poucza nas przykład pewnego Teletubisia.
Mam wrażenie, że jest to pewien postęp w stosunku do hymnów na cześć Tarzana (bum-ta-rirara…), ale ta dekadencja wyzierająca z każdego wersu jest nieco niepokojąca.

Poza tym obawiam się, że zostanę diabetyczką, bo po tych ilościach serduszek, tęcz, miłości, sprawiedliwości, czerwonych róż, kotków i różu, jakimi dosłownie ocieka „Sailor Moon” nie może być inaczej. Nieco przygnębiające jest, że nawet siły zła używają koloru różowego, ale przynajmniej doczekałam się mojej ulubionej pary, Haruki i Michiru (nie powiem nikomu, ile razy obejrzałam odcinek 91, gdzie jest tak dużo Haruki. Gdyby nie to, że jak dorosnę, to zostanę chłopcem, to byłabym Haruką).

Tygi, kochanie, pani magister inżynier znaczy *dumna*, serdecznie gratuluję obrony :*. To, że znasz się na ogrodach to mnie nie dziwi, ale do tej pory nie mogę uwierzyć, że banana nie rozmnaża się za pomocą małych bananków, a truskawka to po prostu poziomka.
A Nikulkowi dziękuję za rozczulającą karteczkę z biedronką :*.


komentarze [10]

Z kropkami na wakacjach, czyli Biedronek a rekreacja >> niedziela, 8 lipica 2007 03:58:01
Sesję oficjalnie zakończyłam, o czym donoszę z niejaką dumą, tym bardziej, że ostatnie zaliczenie- z systemów religijnych i filozoficznych dawnych Indii, brr- było jednym wielkim niezmierzonym cierpieniem, co niejako potwierdza buddyjską doktrynę czterech Szlachetnych Prawd, oby je zaraza. Było to najgorsze starcie w całej sesji, tym bardziej że kiedy dzielnie wkuwałam bzdury o Kali jako aspekcie Wielkiej Matki Tygi urządziła mi powtórkę z anatomii pod tytułem „Jaka jest część ciała na k, z której można zlizać lody”. Dociekliwym odpowiadam od razu, że nie chodzi o kostkę, kolano, kutasa, kiszkę, kciuk, kark, kość ani kawałek, ale ja sama na klatkę piersiową nie wpadłam = =’, co pozwolę sobie zostawić bez komentarza.
Na nic związanego z indologią więcej nie pójdę, choćby mi mieli za to zapłacić, za to przyszły rok pod względem opcji zapowiada się o tye ciekawie, że będą wykłady monograficzne z literatury i kultury arabskiej.
Zastanawiałabym się, czy nie rozminęłam się z powołaniem gdyby nie to, że naprawdę lubię moje studia.

Tymczasem rozkoszuję się wakacjami, czyli po pierwsze odsypiam, po drugie czytam to, co chcę, a nie to, co muszę i po trzecie piję herbatę. Krótko mówiąc wracam do równowagi i z tego też powodu na sieci jestem obecna w zakresie mocno ograniczonym, za co przepraszam wszystkich zainteresowanych.
Wrócę jak wrócę ;).

„Pierwsza czarka zwilża mi wargi i język, druga wyzwala z osamotnienia, trzecia przenika me jałowe wnętrze, by znaleźć w nim pięć tysięcy zwojów zapisanych przedziwnymi ideogramami. Przy czwartej lekko się pocę- całe zło życia uchodzi ze mnie porami. Przy piątej czuję się oczyszczony, szósta zaprasza mnie do królestwa nieśmiertelnych, siódma- ach, nie zdołam wypić więcej! Czuję tylko chłodny powiew wiatru w rękawach. Gdzie jest P’englajszan?”
Lu T’ung

Wracam czytać o historii Mezopotamii.

komentarze [6]






avatar





G-book

Past
2006
listopad (5)
grudzień (9)

2007
styczeń (6)
luty (4)
marzec (6)
kwiecień (4)
maj (3)
czerwiec (3)
lipiec (3)
sierpien (3)
wrzesień (5)
październik (6)
listopad (3)
grudzień (4)

2008
styczeń (2)
luty (3)
marzec (2)
kwiecień (3)
maj (3)
czerwiec (1)
lipiec (1)
sierpien (1)
październik (1)

2009
maj (1)

Faved


Clubs


Guests: