Nerwowe obgryzanie kropek >> czwartek, 25 października 2007 23:06:26
Wygląda na to, że gdyby nie ten przeklęty grecki (co mnie pokusiło trzy lata temu, żeby tak sobie spieprzyć studia?!) środy byłyby najlepszym dniem całego tygodnia: nie tylko poprzedzają wolny czwartek, ale mam wtedy dwa najciekawsze wykłady tego semestru: symbolikę sztuki średniowiecznej i historię miejsc biblijnych.
W związku z tym pierwszym mogę popatrzyć na sztukę średniowiecza nie jak na zwykłe obrazy czy miniatury w pergaminowych woluminach, ale jak na pewną zakodowaną wiadomość. Jeśli tak dalej pójdzie, będę musiała stanowczo zmienić punkt widzenia na średniowiecze, w którym do tej pory widziałam upadek wszelkiej kultury.
Jeśli zaś chodzi o drugie zajęcia, to w moim prywatnym rankingu „atrakcyjności” powoli acz nieustępliwie pną się w górę- w tym tygodniu był pasjonujący wykład o archeologii Mezopotamii i historii odczytania pisma klinowego. Nie dość, że słuchałam z oczami jak spodki, to jeszcze, rzecz niezwykła w moim przypadku, zrobiłam kilka stron notatek.

Poza tym najbliższe dwa tygodnie wypełni mi tylko i wyłącznie czekanie na coś, co do tej pory uważałam za pobożne życzenie albo, w najlepszym wypadku, wydarzenie z pogranicza marzeń i fantazji. Nigdy nie śmiałam marzyć o tym, żeby móc iść na koncert moich bogów z Ordo Rosarius Equlibrio, ale jeśli- odpukać!- do 10 listopada nic mnie nie przejedzie, nie zabije i nie zniszczy, naprawdę usłyszę na żywo Petterssona i Larsen! Cieszę się tak bardzo, że jeszcze nie mogę uwierzyć, że to się dzieje naprawdę i jak skończony maniak raz na pół godziny sprawdzam, czy bilet się nie rozmył, nie zniknął, nie rozwiał i że na pewno to ta wejściówka na tę imprezę.

Jeśli zaś chodzi o moje tzw. życie codzienne, to poza otwarciem jeszcze jednego centrum handlowego (Magnolia Park) i zakupieniem sobie jeszcze jednej pary koronkowych rękawiczek nie ma o czym wspominać, bo nie robię nic poza obijaniem się, czytaniem, pisaniem ficka i słuchaniem Duel Jewel/Phantasmagorii/Rentrer en Soi. I czekaniem na koncert ORE. W ramach tego pierwszego, czyli obijania się, wagaruję jutro z Ven- o tyle konstruktywnie, że będziemy oglądać zaległy koncert Sadie (dzięki, Toto-chan :*), więc może dwie powodzie fangirlowskiej śliny nareszcie odczyszczą i automatycznie wypiorą mój dywan w pokoju?...

A na koniec- wszystkim tym, którzy mieli urodziny (N’Avoie, R.), mają (Mors) lub mieć będą (Zwierzu, Ereg) składam najlepsze życzenia urodzinowe spełnienia marzeń i pomyślności każdego dnia (N’Av dodatkowo życzę nowej, przejrzystej kotarki pod prysznicem oraz kilograma gruszek).

PS. Czy ktoś się może orientuje w stanie uzębienia Kaia i Reity? Chyba szykuję się do jeszcze jednego AU z nimi…
Aha, i proszę się nie dziwić skrupulatności, z jaką pochodzę do pisania ff, bo przykład pewnej mangi, której skan dostałam od Niki, pokazuje jak ważne jest zachowanie przynajmniej pozorów prawdopodobieństwa, żeby czytelnika nie mdliło. Proszę sobie wyobrazić mój szok, jak w shotowatym yaoi zobaczyłam bardzo starannie narysowane przekroje podłużne i poprzeczne bliższych bądź dalszych zbliżeń dziesiątków gwałcicieli (tak to na oko wyglądało, jeden okazał się być potworem w typie Cuthulu) i jednego chłopaczka. Poziom naukowy był taki, że jakby mi Nika nie powiedziała, co to jest, to do dziś bym myślała, że to tłuczek do ziemniaków w budyniu albo samolot w chmurkach.
Ohydztwo.


komentarze [12]

Zaprawa poranna czyli wagary z kropkami >> poniedziałek, 15 października 2007 18:52:07
No i nie ma co ukrywać, Nika w komentarzu pod poprzednią notką miała rację…

Jak wiadomo, są w życiu człowieka chwile, w których staje a rozdrożach niczym Herakles. Podobnie i ja miałam wczoraj dylemat czy iść na proseminarium i liczyć na cud, że po ósmej rano w poniedziałek uda mi się zapisać na wf- czego miłościwie nam wykładający wymaga bezwzględnie- czy olać proseminarium i przynajmniej podjąć trud zapisania się na cholerstwo (wf jest obowiązkowy, przy czym nie można zaliczać go na pierwszym roku i ostatnim semestrze- jeśli nie zaliczę go teraz nie uzyskam absolutorium i obrona licencjatu pozostanie w sferze pobożnych życzeń, a to oznacza rok w plecy, a to oznacza rodzinne przekleństwo i wydziedziczenie).
Odpadał mi natomiast dylemat czy iść na grecki, czy nie, skoro całą niedzielę, zamiast wkuwać słówka i przypominać sobie gramatykę, oglądałam „Loveless”, który całkiem mi się spodobał (Soubi jest doskonałym przykładem na to, że seme zawsze ma taaakieeeego… angsta).

Jest chwilę przed ósmą. Coś piszczy, zatem wykonuję klasyczny ruch, zwany lewym odsiebnym, a polegającym, jak łatwo się domyślić, na takim pacnięciu piszczącej klątwy, żeby się uciszyła wreszcie.
Z trudem zwlekam się z łóżka, mamrocząc pod nosem zbereźności na temat Soubiego i po krótkich machinacjach z oporną materią zapisuję się na upragniony wf. Rozpoczyna się kolejny cudowny, słoneczny dzień, którego początek mam wątpliwą przyjemność oglądać zaspanymi oczami znad kubka wystygłej herbaty i przy wtórze (nie, nie radosnego świergotu ptaków) Phantasmagorii. Rzucam okiem na zegarek i uspokajam się, że jeśli wyjdę z domu nawet o 9.30 i spóźnię się kwadrans, to w sumie nic się nie stanie, zatem można by jeszcze na miły początek dnia rzucić okiem na Tsukasę, jak na fangirla przystało. I w tym właśnie momencie, ku mojemu wielkiemu zdumieniu, telefon znowu piszczy. Jest 8.20 i tylko potencjalny samobójca może pisać do mnie o takiej porze.
Mogłabym być żywym przykładem na prawdziwość teorii dotyczących względności czasu, bo gdybym szła na zajęcia nie wyszłabym z domu przed 9.30, ale na wagary z Ven, których propozycję zawierał sms, byłam gotowa przed 9.
A potem bardzo miły dzień z kimś, kto ma Kyo w sobie (ekhem!), spędzony, jak łatwo się domyślić, na uczonych dysputach o jrocku i Kyo, RPG i Kyo, wiewiórkach i Kyo, Toshiyi i Kyo oraz długości żołędzia w stosunku do Kyo. Z pisania ff zarówno w Coście jak i w Parku Szczytnickim nic nie wyszło, ale wszystko przed nami, zwłaszcza, że pomysł jest.

Poza tym znowu wracam do grzebania się w gumach arabskich, barwnikach, białkach jajek i innych tajemniczych ingrediencjach związanych z wytwarzaniem farb. Zastanawiam się tylko, czy jest sens, skoro tegoroczna noblistka została uhonorowana tą nagrodą w wieku lat 89, a ja nie mam gwarancji, czy dożyję tak sędziwego wieku.

I na koniec- wszystkim tym, którzy mieli urodziny (Nikku, Megan :*), mają (Nika) lub mieć będą (Staszek) składam w tym miejscu najserdeczniejsze życzenia spełnienia marzeń, wielu wspaniałych koncertów i związanych z nimi niezapomnianych wrażeń :*. Najlepszego!

komentarze [9]

Medycyna a proteiny czyli Muraki a kropki >> sobota, 13 października 2007 01:37:23
Jak już zapewne wspominałam, każde spotkanie w gronie osób o zbliżonych zainteresowaniach owocuje nowymi znajomościami, a te, jak wiadomo, należy podtrzymywać i pielęgnować. Temuż właśnie prawidłu zawdzięczam bardzo sympatyczne spotkanie z Mors i Naomi dziś po południu. Pech chciał, że w czwartek miałam kolejną zmianę planu, przez co spędziłam dzisiaj mniej czasu na dyskusjach o DBSK (cofam się, jak mi moje skrzydełka miłe) i proteinach w spermie (może i dobrze, wspominając zdziwienie pana w budce z hot-dogami), a więcej na wykładzie z historii starożytnej. Ale my to jeszcze nadrobimy!
Dopełnieniem miłego popołudnia była czekolada w Mercer’s Coffee z Łukaszkiem (:*)- serdecznie polecam Mercer’s- miło, zacisznie, wygodnie i na tyle jasno, że pisanie powinno być czystą przyjemnością, a czekolada smakuje prawdziwą czekoladą i jest cudownie słodka. I jeśli Costa jest miejscem do rozkoszowania się spokojem, to Mercer’s jest do pisania.
A ukoronowaniem wieczoru spędzonego na przyjemnościach było najpierw gruntowne zaślinienie artbooka z Weiss Kreuz, czyli nabytku z BAKA (Aya jest moim bogiem seksu) i wielokrotny orgazm nad doktorem Murakim (piąty tom Yami no Matsuei *^^*, chcę więcej Murakiego, bo Tatsumi, jak słusznie zauważyła Naomi, ma zeza rozbieżnego).
W tle Phantasmagoria, Duel Jewel i Rentrer en Soi, a ja cieszę się spokojem weekendu.

Poza tym na AsuCONie na pewno się nie zjawię- powiedziałabym, że bardzo mi przykro, ale głód książek był silniejszy niż chęć zobaczenia się z Sis (postaraj się mi wybaczyć, ale dzięki temu pójdę głosować!): nie mogłam się oprzeć, kiedy zobaczyłam kilka książek o historii Bliskiego Wschodu w starożytności- temat zafascynował mnie tak bardzo, że mam zamiar przyswoić sobie nieco wiedzy na ten temat. Zaczynam do wykładów z historii starożytnej, a w przyszłym miesiącu idę grzeszyć w księgarniach- wraca mi etap „czajnikowania” na książki.
A skoro już poruszyłam ten temat- chciałabym tu wspomnieć, że powieść „Dziewczyna z perłą” Tracy Chevalier jest stanowczo jedną z najlepszych powieści, jakie czytałam w tym roku. Sprawna narracja, barwny język, precyzyjnie odmalowane realia życia w XVII-wiecznym Delfcie, do tego po mistrzowsku przedstawiona relacja między głównymi bohaterami- niebanalna i frapująca: czysta przyjemność.

A że pora jeszcze wczesna wracam czytać ksera do dr Paronia- dyskusja na ostatnich zajęciach kazała mi zweryfikować moje pojęcie na temat roli chrześcijaństwa w antyku: do tej pory uważałam chrześcijan za morderców kultury, bandę prostaków, nieokrzesanych chamów i wstecznych fanatyków, a tymczasem wychodzi na to, że nie miałam racji. Mam tylko nadzieję, że konieczność nie zmusi mnie do zweryfikowania podejścia do wczesnośredniowiecznych Słowian i ich pługów czy innych motyk…

komentarze [10]

B.A.K.A. czyli kukurydza i zemsta uke >> wtorek, 9 października 2007 17:22:38
Jak jasno wynika z notki poprzedniej, N’Avoie cało i zdrowo dotarła na miejsce przeznaczenia, czyli peron czwarty i w moje skrzydełka, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu zapakowana w zaledwie jeden plecak (a przecież przyjechała na CAŁE DWA DNI!).
Piątkowy wieczór upłynął nam na oglądaniu koreańskich dram, co jest ewidentnie demoralizatorskim wpływem Mors i urody jednego słodkiego chłopaczka z DBSK. Ogląda się miło jeśli tylko chłopcy w międzyczasie nie śpiewają.
Z powodu heroicznej, rzymskiej cnoty, która kazała nam nastawić budziki na 10 i oczywiście zaspać do południa, na Baka zjawiłyśmy się dopiero o czternastej ^^’, radośnie witane przez Mors z grupką znajomych. Zaraz potem spotkanie z symbolicznym marzeniem N’Avoie, czyli Kyo i uwieszonym na nim Toshiyą (Ven z koleżanką). Niezależnie od drobnych różnic wizualnych fanservice z winogronem (pozdrowienia dla mojej mamy) wypadł bardzo realistycznie, mimo tego napadu śmiechu w najmniej odpowiednim momencie. Poza tym mój ambitny plan posłuchania, o czym to ludzie będą mówić, spełzł na niczym, bo nic nie było w stanie oderwać nas od oglądania wszelkiej maści dóbr, począwszy od magnesów na lodówkę, skończywszy na skarpetkach, a wieczorem trzeba było wyjść coś zjeść- zdobycie pizzy graniczyło z cudem, ale dzięki temu było więcej czasu na to, żeby wymienić uwagi o yaoi i japońskim porno. Na szczęście postronni nie takie rzeczy już słyszeli i obyło się bez gorszących scen.
Wieczorem cosplay i przezabawny konkurs praktyczny yaoi, lepszy niż wszystkie testy na necie: konkurencje obejmowały sprawdzian umiejętności posługiwania się długimi przedmiotami, wkręcania śrubek w kukurydzę (czyli zemsta uke) tudzież zdolności perswazji/uwodzenia (bezkonkurencyjny Mike, kto go widział w roli kanara ten wie, o co chodzi). Pomimo namów ze strony Mors i reszty zgromadzonych nie zostałyśmy na nocy yaoi- z relacji wiem jednak, że poza Pico (obawiam się, że byłoby to zuo nawet dla mnie) nie ominęło nas nic ciekawego.
W niedzielę załatwianie jednego Bardzo Ważnego Sprawunku, potem pożegnanie i cóż- czekanie na następny raz ^^.
Btw, jedzie ktoś na AsuCON?...

Tymczasem wykładowcy zaczęli mnie uszczęśliwiać stosami kserówek- prym wiedzie dr Paroń z historią średniowiecznej Europy. Nigdy w życiu bym nie pomyślała, że można zrobić doktorat zajmując się niepiśmiennymi ludami barbarzyńskiej Europy, chociaż nie robili wtedy NIC poza wypasaniem bydła i oraniem (przy czym Szwedzi używali do tego narzędzi z żelaza, a Słowianie tylko z żelaznym klinem). I cieszę się, że nie mam problemów w stylu czy Chazarowie mieli coś wspólnego z Protobułgarami i czy jeśli Słowianie budowali domy kwadratowe a nie okrągłe, to jest to wpływ Swewów czy nie? I tak oto dzięki średniowieczu zaczynam rozumieć, jak spokojne i ogólnie bezproblemowe życie wiodę- moim jedynym zmartwieniem jest kot. To, że znajduję kłębki sierści pod kulką myszy (jak on je tam zapycha?) jestem w stanie strawić, ale to, że znalazł sobie nowe hobby w postaci reorganizacji przestrzeni w szufladach biurka- tego już nie.

I na koniec- czytelnicy piszą, czyli odpowiedzi od redakcji:
Adereide- Jestem głęboko wstrząśnięta kwestią przynależności płciowej Exist Trance, ale faktycznie, „źródła potwierdzają”, jak mówi dr Żmudziński.
Kamizuki- Kiedy zaczynałam słuchać jrocka miałam naprawdę niezłą zabawę z pokazywaniem postronnym zdjęć i ich zdziwienia po moim oświadczeniu „to facet”. Znudziło mi się dość szybko- bo ile można, przecież w gruncie rzeczy nie ma w tym nic zaskakującego, prawda?- wraz ze spadkiem wrażliwości na kolejne udziwnienia w kwestii stroju i wyglądu. Szok przeżyłam dopiero wtedy, kiedy jakiś czas temu trafiłam na zdjęcie Hiko i Thery z Danger Gang właśnie. Bo ja rozumiem, że tak kobieco i ładnie może wyglądać mężczyzna, ale kobieta?!
I dziękuję :*, zaraz posłucham ^^.

komentarze [6]

You pervet! Again? >> sobota, 6 października 2007 13:55:33
Spokojny wieczór. W tle DepsiarsRay w duecie z fangirlowyskim mruczando-murmurando, znaczy: N’Avoie przyjechała. Skulone na biurku oglądamy zdjęcia Exist Trance. Chwila milczenia.
N’Avoie: „Wiesz… jak tak na nich patrzę… kurczę, Zero jest przystojny”.

Jak widać po powyższym, wszystko jest na swoim miejscu i układa się zgodnie z naturalnym biegiem rzeczy, czyli abstrakcja osiąga poziomy konotacji między zębami, nosami a genitaliami, dekonstrukcja logicznego świata postępuje i jest bardzo przyjemnie.
Do zobaczenia po B.A.K.A.- zakładając, że wszyscy wrócą żywi (a kogo nie ma niech żałuje).

komentarze [7]

Biedronek kopalny, czyli wyjście z dołka >> czwartek, 4 października 2007 19:55:48
A jednak jest gorszy dźwięk- odgłos ziemi głucho uderzającej o urnę z prochami.
I głuchy żal, że nie zdążyłam powiedzieć tylu rzeczy; myśl, że gdybym wtedy wiedziała, gdyby ktoś mi powiedział, czekałabym, czekałabym nawet dwie godziny, żeby jeszcze raz wejść na oddział, żeby móc ją przeprosić, żeby jej powiedzieć, ile dla mnie znaczyła, jej troska i opieka.
To wciąż takie dziwne, nienaturalne, obce.
Bardzo serdecznie dziękuję wszystkim tym, którzy byli ze mną, nie pozwolili mi się załamać, wspierali i podtrzymywali na duchu. Nie potrafię wyrazić, jak wiele to dla mnie znaczy :*.

Tymczasem nastąpiło wydarzenie, które sprawia, że wszyscy studenci wręcz szaleją z radości- rozpoczął się nowy rok akademicki, co bardzo łatwo można poznać po ilości korków i tłoku w tramwajach. Ponieważ mam lekkie problemy z połapaniem się w upływającym czasie (przestawiam zegar biologiczny o całe bolesne osiem godzin w tył) szczęsny ten fakt dotarł do mnie wraz z odebraniem pierwszej partii kserówek na historię średniowiecznej Europy (70 stron o rolnictwie, brr) i planów zajęć (niewiele mniej stron niż historia).
Poza tym po raz pierwszy od pięciu semestrów spotkałam się z tym, żeby na moim kierunku coś się nie zgadzało z planem- niestety wszystkie nadzieje okazał się być płonne, w żaden sposób nie uda mi się chodzić na akadyjski, chyba że jakimś cudem uda mi się robić symbolikę sztuki średniowiecznej eksternistycznie. Najciekawsze opcje z kultury arabskiej oczywiście mi odpadają, ale jeszcze to sobie powetuję- na zajęciach z teatru Dalekiego Wschodu i historii starożytnej.
Poza tym od dziś zaczyna się weekend- najpierw ogólna głupawka z R., połączona z zakupami odzieżowymi i czekoladą w Coście, zaś jutro przyjeżdża Sis- plany na najbliższe trzy dni obejmują grzeszenie myślą, mową i uczynkiem (jak słusznie zauważył Gokusiek od przyjemnych rzeczy albo się tyje, albo idzie do piekła) w ramach konwentu B.A.K.A i ogólnej yaoistycznej demoralizacji.
Kiedyś w końcu trzeba wyjść z dołka, jak słusznie zauważa Toto-chan, bo życie ucieka- a szkoda go ^^.

komentarze [6]






avatar





G-book

Past
2006
listopad (5)
grudzień (9)

2007
styczeń (6)
luty (4)
marzec (6)
kwiecień (4)
maj (3)
czerwiec (3)
lipiec (3)
sierpien (3)
wrzesień (5)
październik (6)
listopad (3)
grudzień (4)

2008
styczeń (2)
luty (3)
marzec (2)
kwiecień (3)
maj (3)
czerwiec (1)
lipiec (1)
sierpien (1)
październik (1)

2009
maj (1)

Faved


Clubs


Guests: