Wstępny bilans sesji zimowej. >> sobota, 27 stycznia 2007 00:20:22
a) Jeden wycieńczony, potwornie niewyspany Biedronek, doprowadzony do stanu krańcowego wyczerpania psychicznego.
b) 11 kolokwiów zaliczeniowych, testów i kartkówek napisanych w ciągu 10 dni, nie licząc prac zaliczeniowych.
c) „Samotność w liryce greckiej- ujęcie, percepcja, sposób przedstawienia”, i co z tego, że cholerny Ibikos nigdy w życiu nie pisał nic o samotności, a jedyny utwór, o którym można by powiedzieć, że nadaje się do tematu, nie zachował się w całości?
d) „Elementy tragedii w ‘Królu Edypie’ Sofoklesa”, czyli jak zaliczyć semestr parafrazując książkę?
e) „’Chmury’ Arystofanesa a współczesne metody kształcenia”- bez komentarza, bo chyba mnie szlag trafi.
f) Sześć bzdurnych prac na grecki, czyli jak ja kocham ten język.
g) „Reforma agrarna braci Grakchusów w tekstach źródłowych”, czyli co autor miał na myśli.
h) Jedna książka o buddyzmie japońskim, czyli co ma piernik do wiatraka? (uwaga na marginesie: piszę karniaka z filozofii indyjskiej na podstawie wzmiankowanej ksiązki- logicznie rzecz biorąc pięć nieobecności na wykładzie kosztuje 35 zł - 10% rabatu.)
i) Niezliczona ilość litrów zielonej herbaty, żeby nie zasnąć, zanim nie nauczę się wszystkiego.
j) Cztery koszmarne sny, w których dr Kotlińska odpytywała mnie z nieregularnej odmiany słów: „ojciec”, „mąż”, „żona”, „córka” i zaimków względnych, gdzie ciągle nad genetivem pluralis stawiałam accutus, a nie circumflexus, choć wiedziałam, że piszę źle, przy czym najbardziej przerażające było to, że mnie to przerażało.
k) Smak kakao pitego w Altanie kojarzy mi się tylko z jednym- wkuwaniem między jednym zaliczeniem a drugim na trzecie i czwarte.

Czeka mnie tylko napisanie steku bzdur w ramach pracy na retorykę („Elementy języka poetyckiego w reklamie- ich rola, funkcja i znaczenie a siła przekonywania”, dobrze, że nie ma nic o Arystotelesie) i zaliczenie filozofii indyjskiej (tak, ja naprawdę muszę czytać hymny Rigwedy).
Jeśli skończę te studia powinnam uzyskać tytuł magistra lania wody.

Niniejszym bardzo przepraszam wszystkich tych, do których nie odzywałam się od wieków i którzy mogli się poczuć zaniedbani- ten stan potrwa jeszcze mniej więcej tydzień. Sesja nadal trwa, a ja muszę wrócić do równowagi psychicznej.
Na razie z prawdziwą rozkoszą obserwuję, jak wywiewa mi z pamięci kolejnych malarzy wazowych stylu bogatego, działających w okresie klasycznym i z niemniejszym zadowoleniem konstatuję, że nic mnie nie obchodzi, czy właśnie teraz użyłam argumentum ad misercoriam czy argumentum ad populum.
Za pomoc w zaliczeniu wszystkiego i przejścia tego piekła dziękuję serdecznie Ani (za kakao i yaoi), Basi (za łacinę), Blance (za fenomenalne notatki) oraz Hranush i Romie za to, że były.

I na koniec zwracam się z uprzejmym zapytaniem do wszystkich odwiedzających tego bloga, czy jeśli mieszkają w pobliżu jakiejś wszechnicy, na której wykładane jest literaturoznawstwo, czy przyjmą na stancję niedużego, niezbyt wymagającego, w miarę samodzielnego i samożywnego biedronka?

komentarze [6]

Dzień babci >> niedziela, 21 stycznia 2007 23:03:22
Z tych najmłodszych lat pamiętam niewiele- szeroki uśmiech i wysoki, pełen radości głos. Potem były wspomnienia z jej młodości, tak barwne i prawdziwe, że niemal czułam zapach bzu i słyszałam melodię tego walca, który tańczyła po raz ostatni ze swoim ukochanym. Stara, pożółkła fotografia, dziewczyna w marszczonej sukience i stojący obok niej przystojny młody mężczyzna w ułańskim mundurze. Nie wrócił, zginął na wojnie.
Dziesięć lat temu złamała kręgosłup, potem biodro. Nie poddała się, pamiętam budzącą podziw i szacunek wolę życia, upór, nie, nie podda się, nie załamie, żadna choroba jej nie pokona. I ona nam jeszcze pokaże. „Ja jeszcze na twoim weselu zatańczę!”.

Patrzę w jej wyblakłe, piwne oczy, słyszę gasnący, drżący głos. Nie opowiada mi już o przeszłości. Nie opowiada, co robi, nie dyskutuje już z przejęciem o wyższości warzyw domowej uprawy nad tymi ze sklepu, „bo to sama chemia i sztuczne nawozy”.

Skóra sucha i cienka jak pergamin. Dłonie bezwładnie spoczywające na oparciach fotela, dwa gniazda zmarszczek. Wola życia znikła, została apatia i zmęczenie.
Kocham ją.
„Niewiele czasu mi zostało, oj, nie. Już tam pewnie mój Bronek czeka na mnie, wygląda, kiedy wrócę do niego”. Bronek, jej mąż a mój dziadek, którego wspomina prawie 30 lat po jego śmierci. Wciąż za nim tęskni.

Czy to właśnie jest umieranie? Takie ciche? Żadnego gotyckiego, mrocznego patosu, egzaltacji, dramatyzowania i tragizmu? Tylko człowiek, który gaśnie powoli.
To to jest umieranie? Po tym przychodzi śmierć?
To już, to tak?
Babciu, babciu!

Zaczynam wierzyć, że ona naprawdę może pewnego dnia odjeść. Że może się nie obudzić.
Zaczynam rozumieć, że kiedyś ja też będę stara. Że ja też kiedyś umrę. I dziwię się swojej naiwności, bo przecież doskonale o tym wiem, ale nadal nie wierzę, że jej może zabraknąć.


„Na tęczę blasków, którą tak ogromnie
Anieli Twoi w niebie rozpostarli
Nowi gdzieś ludzie będą w sto lat po mnie
Patrzący- marli.
Nim się przed moją nicością ukorzę,
Smutno mi, Boże!”


komentarze [6]

Sesja z Biedronkiem >> sobota, 20 stycznia 2007 13:13:18
Notka dla Alien, która bardzo chciała wiedzieć, co u mnie i którą namawiam, żeby przyjechała do dentysty na moim osiedlu ;). Dziękuję za wczorajszą rozmowę :*

I tak oto wielkimi, biedronkowymi krokami zbliżamy się do dziewiątego kręgu piekła sesji. Jak na razie ewoluuję w konia, chodząc jak w kieracie: zajęcia, zaliczenia, biblioteka (żebym mogła czytać to, co chcę, a nie to, co muszę, eh…), dom, wkuwanie, zajęcia, zaliczenia…etc. Mam tylko nadzieję, że to się kiedyś skończy, bo wystarczy jeden rzut oka w kalendarz wypełniony terminami kolejnych kół, żebym zaczynała wątpić.

Ale od czego są drobne radości?
Pierwszy raz zobaczyłam moje cudeńko jeszcze w liceum i przyznam, że spędziłam nad nim niejedno popołudnie, z nabożnym zachwytem odwracając kolejne strony. Drugim razem zobaczyłam je u co-autorki, i wtedy pomyślałam, że ja też takie chcę- nawet nie brałam do ręki, żeby nie zacząć płakać.
A trzecim, ostatnim razem, wyczaiłam w antykwariacie i teraz „Sztuka japońska w zbiorach polskich” nareszcie jest moja, mogę sobie wisieć nad jedną stroną cały dzień i nie martwić się, że na pewno jak już oddam do biblioteki, to właśnie najdzie mnie przemożna chęć na obejrzenie drzeworytów.
Życie jest piękne! No, może trochę żałuję tego środowego koncertu, ale zobaczymy się jeszcze, Ruki!

A poza tym wróciła moja R. i choć wiem, że obie bardzo się zmieniłyśmy po tych dwóch wspólnie spędzonych, dłuuuugich wieczorach mam wrażenie, że wcale nie miałyśmy półtorarocznej przerwy, że spędziłyśmy ze sobą całe życie.
Jaki koniec przyjaźni, o czym ja mówiłam?!
Cieszę się, że wróciłaś, Ryjku :*.

komentarze [4]

Technika a książki >> sobota, 13 stycznia 2007 19:17:21
Czy jeśli przez ostatnie kilka lat nie pisała żadnych listów do św. Mikołaja ani nie zgłaszałam żadnych pretensji do prezentów od zajączków i innych prezento-dajnych stworzonek, to czy teraz mam prawo do kumulacji przywilejów?
Jeśli tak, to bardzo uprzejmie chciałabym prosić o pozwolenie na przespanie przyszłych trzech tygodni i obudzenie mnie po sesji. Najlepiej zaliczonej. Nauki jest więcej, niż czasu na nią, a chęci do wkuwania zasad użycia składni ACI mniej niż powodów, dla których i tak nie warto tego robić.
A powodów jest kilka- pierwszy, najważniejszy, siedzi pól Polski ode mnie, drugi leży na łóżku i kusi ilością stron oraz postaciami (yeah, Obscene Sister, szykuj się na podwójną lekturę!), a trzeci jeszcze nie powstał, ale Obscene Sister wie, o co chodzi :*.

I za Nawłajka trzymamy kciuki 1. lutego, a za lidera cały czas- Yasai, myślami jestem z Tobą i nic nie opisze mojej radości, kiedy wiem, że żyjesz i się nie dajesz :*.

A tak poza tym, mam nową klawiaturę (nie stuka! Naprawdę nie stuka! I shift działa, i alt też! Już nie muszę przyciskać kamyczkiem i używać perswazji ustnej!), a zamiast nowej myszki nową książkę. No bo w sumie po co mi nowa mysz, skoro to, co się zagnieździło w starej nie zdążyło jeszcze wyewoluować w wyższa formę egzystencji? A książek nigdy dość, zwłaszcza jeśli usprawiedliwiają mnie względy natury artystycznej, to znaczy szukam natchnienia na ff *ultra niewinna istotka*?

komentarze [4]

Dareejdźingu furastu furasiu, wapno i anyżek. >> poniedziałek, 8 stycznia 2007 23:27:30
Magii niektórych weekendów nie da się opisać.
I generalnie uważam, że trzy dni to zdecydowanie za mało- w każdym razie zostały już podjęte próby mające na celu powstrzymanie czasu przy okazji następnego spotkania (bo liczę na to, że przyjedziesz :*).
Informacyjnie- dużo koralików, w tym jedne prześliczne, złote, dla mnie, kolejna powieść Rice o wampirach (yeah, Obscene Sister, szykuj się na lekturę!), „Yami no Matusei” i Najlepsza Herbata na Świecie; gdzieś tam po drodze jakaś praca na historię, ale nie jestem pewna, bo w przedziwny sposób straciłam kontakt z rzeczywistością.

1. Dajreeling First Flush smakuje tak, jak powinna tylko wtedy, kiedy jest pita z Uke, po północy, podczas oglądania „YnM” i zachwycaniem się urodą Hisoki (dajcie mi go! Chociaż na kwadrans!)
2. Hyde i Gackt nigdy nie będą już dla mnie tymi samymi ludźmi.
3. Anyżek i uczulenie na biedronki ^^.

W tym miejscu chciałabym pozdrowić moją mamę, już ona wie za co, a tytuł Baraniej Łąki miesiąca dostaje autoryzowany punkt serwisowy Nokii we Wrocławiu, bo naprawa telefonu, którą pani odbierająca zlecenie określiła jako „trzy godziny roboty” trwa już piąty dzień i wszystko wskazuje na to, że potrwa jeszcze trochę.


komentarze [2]

Biedronek w sylwestrowe kropeczki >> środa, 3 stycznia 2007 00:16:53
Czułki mi się ze zmęczenia kiwają, ale wiedziona kronikarską uczciwością i radością z posiadanej wolności słowa, jaką daje (jeszcze) Miłościwie Nam Panujący, nie mogę sobie odmówić opisania wydarzeń ostatnich kilku dni.
Ostatnich dni roku pańskiego 2006 kawalkadą i kuligiem (śnieg był! W grudniu!!) zjechałam do Krakowa, razem z połową szafy, drogerią, dwiema bibliotekami i sklepem papierniczym w plecaku (obrazek pod tytułem: „dokąd idzie taki wielki plecak na takich małych nóżkach”). Pobyt w Katowicach zaczął się miłym akcentem, czyli przepięknym prezentem (dziękuję, słoneczka moje :*) w postaci warsztatu przyszłego noblisty (piękna okładka z perskim wzorem i boski papier, czego chcieć więcej poza „weną”?) i spotkaniem z dziewczynami- Uke, Megan, Orestes, Agą i moim wytęsknionym N’Avoie, z którym urządziłyśmy sobie herbacianą orgię, omawiając pomysł na ff. Pomijając, że karaluch w żabociku kompletnie mnie rozłożył na łopatki, to pomysł zrobienia z Toshiyi emanującego erotyzmem wampira jednak mi się podoba *kwiczy*. I z najwyższą radością chciałabym ogłosić, że oto dwa dni później, w Coffee Heaven nad herbatą/ czekoladą, została zadzierzgnięta nowa więź z kolejną mile widzianą Stadną- N’Avoie, my Obscene Sister, nawet nie wiesz, jak się z tego cieszę! Czy to znaczy, że ja jestem Twoją Lustful Sister? (Boshe, jeśli dojdziemy do trzeciego wersu, że „mother is sister”, to stosunki stadne naprawdę staną się skomplikowane, jeśli weźmiemy pod uwagę, że moja żona jest jednocześnie połową seme osoby, która twierdzi, że nasz lider jest jej córką). I niech się tylko sesja skończy, zabieramy się za ff, prawda?
Katowice rządzą- podoba mi się klimat tego miasta, te kilometry estakad, których nie uświadczysz we Wrocławiu, zabudowa, pustka wieczorem na ulicach- to dla mnie bardzo „fickowe” miejsce. Dom Megan jest tak przyjazny, że gdybym mogła, to zostałabym na stałe, choćby w charakterze bibelociku, bylebym tylko mogła jeździć z Megan do pracy, bo strasznie tam fajnie ^^. I cieszę się, że Chester mnie polubił ^^. A Słoneczny Poranek najlepiej smakuje o północy, z co-autorką, nad klawiaturą :*.
Nie wiem, jak to się dzieje, ale spotkania z Megan mają to do siebie, że zawsze coś mi w życiu zmieniają, a tym razem zrozumiałam, kto jest Jedynym i Prawdziwym Bogiem Seksu. I niech nie zabierają głosu ci, którzy nigdy nie widzieli „Welcome to my Babylon” Sadsów.
W Krakowie przelotne spotkanie z An-Nah (:*) i coś, co mnie zabiło: prezent od Toto-chan, czyli skarpetki (SAKRPETKI), żółte jak włosy Kyo i z fioletowymi motylkami! A potem leniwy wieczór, który spędziłam zasłuchana w głos żony (dlaczego tak krótkoooo?) i wkomponowana w bok Uke, kiedy reszta Stadka poszła na Rynek. Jako, że Krzysztof Krawczyk i Marylka to zdecydowanie nie moje klimaty, na tle głosu Satochiego dokonałam krwawej zemsty na maślanym ciasteczku (ciałeczku) Uru, odgryzając mu nóżki za to, że kopnął Kaia. Poza tym z Krakowa wróciłam ciężko zakochana w trzech rzeczach: poczuciu humoru Dei, której fanklub zakładam nieodwołalnie, ciele Kiyoharu, który jest Jedynym i Prawdziwym Bogiem Seksu oraz fanvidach Toto-chan do Gazette. Czy ja już mówiłam, że mam naprawdę zdolnego Rukiego z odlotowymi włosami (niech ktoś zrobi coś takimi z moimi!). I jeśli jeszcze raz mojej obecności ktoś nazwie Kaia wypłoszem, to najpierw pokażę fanvid Rukiego, żeby delikwent wiedział, co traci, a potem skrzywdzę.
Dzięki uprzejmości Megan nie musiałam się tachać do Wrocławia w środku nocy, bo przechowała mnie u siebie (czyt: do rana masakrowałyśmy pv z JiPBS). Co-autorka, tęsknię za Tobą :*.
Natomiast nic nie zmienia faktu, że tytuł Baraniej Łąki Roku 2006 otrzymuje PKP: na trasie Kraków – Szczecin kursował składzik, do którego przy odrobinie szczęścia weszłaby wycieczka szkolna, ale nie te dzikie tłumy podróżnych, jakie gromadziły się na KAŻDEJ stacji. Przesiedziałam sobie prawie cztery godziny (spóźnienie w samym Wrocławiu 30min.) wkomponowana w tobołki jakiejś babci i testując wytrzymałość glana, na którym pewien obywatel postawił plecak mniej więcej mojej wielkości. Ale za to w domu czekała na mnie karteczka od żony (uwielbiam Cię :*) i od Mariczka, z uroczymi zakładkami z Kyo! Tylko jak ja się mam skupić na lekturze, mając kogoś takiego pod okiem, a skarpetki na półce? (Przypominam o związkach między Kyo a Kiyoharu).

I niech mi ktoś da chociaż kawałeczek Hisoki z Yami no Matsuei! I żeby Muraki był moim lekarzem rodzinnym.
Lider, pozdrawiam Cię i przytulam :*. I mam nadzieję, że życzenia wszelkiej pomyślności, tajskiej i rockowej szczególnie, jakie składam Ci na ten rok za dwanaście miesięcy będę mogła złożyć też osobiście :*. (BTW, mam potworny preszer na lemona z Satochim- co powiesz na spotkanie na gadu w celach twórczych ;) ?)

komentarze [6]






avatar





G-book

Past
2006
listopad (5)
grudzień (9)

2007
styczeń (6)
luty (4)
marzec (6)
kwiecień (4)
maj (3)
czerwiec (3)
lipiec (3)
sierpien (3)
wrzesień (5)
październik (6)
listopad (3)
grudzień (4)

2008
styczeń (2)
luty (3)
marzec (2)
kwiecień (3)
maj (3)
czerwiec (1)
lipiec (1)
sierpien (1)
październik (1)

2009
maj (1)

Faved


Clubs


Guests: